Czy czołg przejdzie do lamusa?

Czołg

Zdaniem amerykańskich analityków militarnych, należy się znów zastanowić nad odesłaniem do lamusa pancernych potworów

Amerykańskie M1 Abramsy i brytyjskie Challengery 2 ostatecznie rozgromiły irackie wojska lądowe. To jedna z wielu niespodzianek tej wojny. Wedle najnowszej koncepcji US Army i Pentagonu – Abramsy miały bowiem stopniowo wymrzeć „śmiercią techniczną”, ustępując pola lekkim, uniwersalnym, przewożonym na pokładach samolotów transportowych 19-tonowym pojazdom bojowym przyszłości. Takim, które w latach 2008 -2010 wyłoniły się z najdroższego w historii programu przezbrojenia wojsk lądowych świata, ocenianego na 60 miliardów dolarów – Future Combat Systems. W USA wstrzymano już nawet program modernizacji Abramsów.

Tymczasem w Iraku okazało się, że doskonale chroniące załogę, osłonięte dodatkową warstwą pancerza ze zubożonego uranu, 60-tonowe monstra ze 120-milimetrową armatą świetnie sprawdziły się w roli samobieżnych bunkrów. Na południu w takiej samej roli i z takim samym efektem zadebiutowały na polu walki najnowsze brytyjskie Challengery 2. Specjaliści uznali, że należycie osłaniany z powietrza ciężki czołg, w azjatyckich konfliktach lokalnych, jest nadal znakomitym orężem. Ogłoszenie w Stanach Zjednoczonych początku końca czołgu i wyrok na Abramsy są więc co najmniej przedwczesne. Już teraz mówi się w Pentagonie, że trzeba zrewidować teorię całkowitego zdominowania pól bitewnych XXI wieku przez szybkie, lekkie formacje, posuwające się wyłącznie na kołach.

Tajemnicze rakiety

 Już na początku operacji „Iracka wolność” Abramsy z 1. pułku czołgów US Marine Corps z bazy Twentynine Palms w Kalifornii okazały się nadzwyczaj odporne. 23-letni kapral piechoty morskiej Brandom Carlson – celowniczy czołgu „Ring of Fire” z kompanii Alpha – przeżył pod Basrą spotkanie z iracką piechotą uzbrojoną w granatniki przeciwpancerne RPG. Dwa pociski bezpośrednio wycelowane w jego czołg ominęły go, wybuchając w odległości 15 metrów. Trzeci trafił w sąsiedniego Abramsa, lekko go uszkadzając.

Pierwszego od 20 lat Abramsa w prawdziwej walce z nieprzyjacielem straciła nie piechota morska, lecz US Army. 25 marca, kiedy podjazd 7. pułku kawalerii 3. dywizji piechoty kierował się z południowego wschodu na Bagdad, czołgi M1A1 z 3. szwadronu pancernego wpadły w starannie zaplanowaną zasadzkę. Amerykanie mówią, że mogła ona zostać zaplanowana przez zagranicznych doradców. Niektóre źródła amerykańskie utrzymują, że do czołgów z małej odległości strzelały irackie działa przeciwpancerne zainstalowane na zamaskowanych ciężarówkach. Według innych, Abramsy znalazły się w ogniu rosyjskich przeciwpancernych rakiet kierowanych nowego typu.

Amerykański czołg

Istotne jest, że pociski trafiły dwa wozy, w których eksplodowała amunicja. Ta jednak jest ułożona w oddzielonych od załogi magazynach w tyle wieży. Energia wybuchu, co przewidzieli konstruktorzy, otwiera specjalne śluzy w dachu, chroniąc wnętrze czołgu. To uratowało życie pancerniakom. Amerykanie przypuszczają, że pancerze ich pojazdów zostały pokonane przez rosyjskie pociski Kornet. Skąd Kornety wzięły się w Iraku? To jedna z zagadek tej wojny. Do historii przejdzie natomiast pancerny ciągnik ewakuacyjny US Marines, zbudowany na podwoziu Abramsa. Pomógł obalić posąg Saddama Husajna na jednym z centralnych placów stolicy Iraku