Naukowiec, który został czarodziejem

Sędziwoj

Sława Sędziwoja jako alchemika przesłoniła następnym pokoleniom fakt, że jego eksperymenty dały początek nowoczesnej chemii

Nic nie wyrosłoby w świecie, gdyby nie było mocy powietrza, przenikającej, odmieniającej, przynoszącej ze sobą pokarm, który powiela – pisał Michał Sędziwój, opisując efekty swego doświadczenie z rtęcią. Metal ten podgrzany w otoczeniu atmosfery ziemskiej pokrywa się pomarańczowym proszkiem, który dziś nazywamy tlenkiem rtęci.

Ponad 150 lat później, posługując się tym samym eksperymentem, kolejni naukowcy – Joseph Priestley, Antoine Lavoisier, Wilhelm Scheel – udowadniali istnienie pierwiastka decydującego o istnieniu życia na Ziemi – tlenu. Początek tej rewolucji, zmieniającej ustalony od czasów starożytnych porządek świata, dały doświadczenia Polaka. Pech Sędziwoja polegał na tym, że tak wyprzedzał swą epokę, iż zdobył sławę czarodzieja, a nie odkrywcy.

O jego dzieciństwie wiadomo bardzo niewiele. Przyszedł na świat prawdopodobnie 2 lutego 1566 roku niedaleko Sącza w województwie krakowskim. Najpierw ukończył szkołę przyklasztorną w Krakowie, potem trafił na uniwersytet. Uczył się filozofii, retoryki i teologii oraz medycyny. O jego drodze życiowej nie zadecydowały jednak kontakty z profesorami z Akademii Krakowskiej, lecz zawarcie znajomości z Mikołajem Wolskim.

Urok alchemii

Mikołaj Wolski, podczaszy na praskim dworze Rudolfa II Habsburga, cieszył się w tym czasie sławą biegłego alchemika. Młodszemu koledze imponował rozległą wiedzą, znajomością starożytnych języków (m.in. greki i hebrajskiego) oraz doświadczeniem w prowadzeniu eksperymentów alchemicznych. Szybko jednak Sędziwój zaczął przewyższać przyjaciela. Ten, znając wielkie zdolności swego współpracownika, zaprotegował go cesarzowi Rudolfowi II Habsburgowi.

Władca ów słynął w całej Europie z tego, że sam prowadził doświadczenia alchemiczne i otaczał opieką ludzi podzielających jego zamiłowania. Sędziwój musiał przypaść do gustu cesarzowi, skoro od samego początku zaczął mu zlecać tajne misje. Młodzieniec podróżował po Niemczech i Włoszech, był nawet w rządzonym przez Turków Konstantynopolu. Przy okazji poszerzał swą wiedzę. Studiował kolejno w Lipsku, Wiedniu i Altdorfie. Na tej ostatniej uczelni poznał Szkota Aleksandra Setona. Żył on z tego, że odwiedzając książęce i królewskie dwory demonstrował władcom sztukę transmutacji, czyli zamieniania dowolnego metalu w złoto.

Dla posiadającego odpowiednią wiedzę chemika wcale nie było to takie trudne. Wystarczyło powlec sztabę złota rtęcią, żeby wyglądała jak cynowa. Po włożeniu do ognia widzom ukazywała się jej rzeczywisty kolor. Niektórzy alchemicy mieszali rtęć z cynkiem i powlekali nią kawałki miedzi, nadając jej złotą barwę. Dzięki temu trikowi Seton wyłudzał od królów i książąt środki na dalsze eksperymenty, a przy okazji zapewniał sobie dostanie życie.
Niedługo po zawarciu tej znajomości, ok. 1595 r., Michał Sędziwój wraz z nowo zaślubioną żoną, pochodzącą z Frankonii Weroniką Stiberin, zjawił się już na dłużej w Pradze. Wynajął mieszkanie u bogatego prażanina Ludwika Koralka, który także pasjonował się alchemią. W archiwum praskim znajduje się dokument, opisujący, jak to wdzięczny Sędziwój wyciągnął ze ściany gwóźdź i kilka żelaznych śrub, posmarował je jakimś płynem, przytrzymał chwilę nad rozżarzonymi węglami, po czym pokazał gospodarzowi, że przedmioty te są już z „czystego srebra”.
Sława Polaka rosła w Pradze błyskawicznie, tym bardziej, że w krótkim czasie za pomocą tajemniczych proszków wyleczył kilka ciężko chorych osób. Nic dziwnego więc, że gdy Sędziwój poprosił swego gospodarza o pożyczkę, ten przekazał mu, wbrew zdaniu żony, wielką jak na owe czasy kwotę 5695 kóp miśnieńskich. Po wzięciu kredytu uczony kupił sobie majątek ziemski w Jilovem nieopodal Pragi.
W ciągu następnych dwóch lat oddał zaledwie połowę pożyczonej kwoty, ale kłopoty zaczęły się dopiero w czerwcu 1599 r., gdy Koralek niespodziewanie zmarł. Jego dwie siostry i wdowa oskarżały uczonego, że swymi praktykami doprowadził zmarłego do ruiny finansowej, a potem otruł.
Sędziwój trafił do aresztu, a miesiąc później zaczął się proces. Nie wiadomo, jak by się cała sprawa skończyła, gdyby nie dyskretna pomoc Rudolfa II i króla Polski Zygmunta III Wazy. Podczas rozprawy żaden ze świadków nie zeznawał przeciw Polakowi. Sąd oddalił oskarżenie i ogłosił, iż uczony opuści areszt, jak tylko odda 2 tys. kóp miśnieńskich długu. Znalazły się one zaraz po wyroku i wcale nie zapłacił ich więzień, lecz tajemniczy darczyńca, przedstawiający się jako Zbynek Zajic.

W królewskiej służbie

W roku 1599 dobrym stosunkom Rzeczpospolitej z monarchią Habsburgów zagroziła sprawa hospodara wołoskiego Michała Walecznego. Najechał on i podbił Mołdawię, której władca był lennikiem Polski. Żeby móc podjąć kroki odwetowe, Zygmunt III Waza potrzebował, by Rudolf II zachował neutralność i nie wsparł agresora. Aby to osiągnąć, król Polski postanowił wykorzystać bardzo cenionego przez cesarza Michała Sędziwoja.
Uczony został mianowany sekretarzem królewskim i przez następne lata pełnił rolę zaufanego pośrednika, wciąż podróżując między dworami w Pradze i Krakowie. Okazał się skutecznym negocjatorem, bo w 1600 r. kanclerz Jan Zamojski wyprawił się do Mołdawii, pobił wojska Michała Walecznego i osadził na stanowisku hospodara mołdawskiego Jeremiego Mohyłę – wszystko to bez sprzeciwu ze strony Habsburgów. Służąc Rzeczpospolitej, Sędziwój nie zapominał o starych przyjaciołach. W 1603 roku doszły do niego wieści, że w Dreźnie elektor Chrystian II uwięził Aleksandra Setona, by wydrzeć mu tajemnicę transmutacji. Gdy perswazja nie dała rezultatu, nakazał torturować opornego więźnia. „Po wyleczeniu torturowano go ponownie i tak przez wiele razy, wskutek czego ciało jego było poszarpane na wielu miejscach. Przykładano mu również ogień, a członki jego wskutek tych męczarni zostały całkowicie zniekształcone” – odnotował Hieronim Pinocci – sekretarz królewski i kronikarz tamtych czasów.
W tym czasie na dwór Chrystiana II dotarł Sędziwój. Szybko przekonał elektora, że takie metody nie dadzą efektu i obiecał samemu wydobyć tajemnicę od Setona. Równocześnie Polak zaprzyjaźnił się z dowódcą straży więziennej i zaczął przygotowywać plan ucieczki. Żeby przekupić odpowiednich ludzi, sprzedał dom w Krakowie i zapożyczył się u Mikołaja Wolskiego.

Wreszcie skorumpowani strażnicy wydali mu Setona i Sędziwój przewiózł go do Krakowa. Tam, pomimo troskliwej opieki, Szkot nie odzyskał zdrowia i zmarł w styczniu 1604 roku. Jak chce legenda, przed śmiercią ofiarował swemu wybawcy uncję (ok. 30 gramów) kamienia filozoficznego. Jakby na potwierdzenie tej plotki, w tym samym roku ukazał się drukiem pierwszy traktat alchemiczny Sędziwoja pt.: „De lapide philosophorum” („O kamieniu filozoficznym”). Dzieło to okazało się przebojem wydawniczym i doczekało ok. 50 wydań w większości krajów na Starym Kontynencie. Sam autor, znany pod imieniem Sendivogius Polonus, zyskał sławę. W mniemaniu ogółu stał się nie uczonym opierającym swoją wiedzę na empirycznych doświadczeniach, lecz alchemikiem, potrafiącym wytworzyć złoto praktycznie z niczego. Dla bankrutujących władców taka umiejętność stanowiła nieoceniony skarb. Dlatego Polak o mały włos nie podzielił losu Setona.

Kłopoty ze sławą

W roku 1605 na swój dwór do Stuttgartu zaprosił Sędziwoja władca Wirtembergii Fryderyk III. Tam uczony z Polski poznał nadwornego alchemika Johana Heinricha Mühlenfelsa, który pewnego dnia zaprosił go na zamek w Neidlinge, gdzie na Sędziwoja czekały… straże i cela w wieży.
Niejako przy okazji Mühlenfels zabrał więźniowi 100 tys. talarów, tajne pieczęcie Korony Polskiej, cztery konie, rapier, sztylet wysadzany cennymi kamieniami i, jak chce legenda, cały zapas tynktury. Przesłuchań i tortur uczony uniknął jedynie dzięki swej operatywności. Jego sługa Jan Badowski przemycił do wieży narzędzia potrzebne do obluzowania kraty, a na wolność Sedziwój wydostał się po linie, zrobionej z prześcieradła. W opłakanym stanie dotarł do Augsburga, skąd informację o swych przygodach przesłał cesarzowi Rudolfowi.

Zamach na sługę polskiego króla i habsburskiego monarchy wywołał gniew obu władców. Natychmiast zażądali ukarania winnych. Z protokołów śledztwa, jakie potem przeprowadzono, wynika, iż inicjatorem porwania i wykonawcą był Mühlenfels, który w czerwcu 1606 roku przyznał się do wszystkich zarzutów. W protokole zapisano, iż oskarżony „(…) przekręcił fałszywie i oszukańczo słowa księcia, obniżył książęcą reputację i dał się unieść złemu duchowi, popełnił takie hańbiące czyny wobec Polaka – prosi on jeszcze raz o przebaczenie i potwierdza szczególnie (…) że wszystko było oszustwem, a więc prosi płaczącymi oczyma, by okazana mu została łaska wyrokiem obcięcia prawej ręki i głowy”. Fryderyk III okazał się bardzo łaskawy i jego sługa skończył na szubienicy, bez jakichkolwiek dodatkowych okrucieństw.

Po tych przykrych wypadkach Sędziwój osiadł w Krakowie. Dla odreagowania napisał satyryczne dziełko pt.: „Dialogus Mercurii Alchymistae et Naturae”, w którym ośmieszał szarlatanów uprawiających alchemię, niejako odcinając się od swoich kolegów po fachu. Szybko się jednak przekonał, iż wcale nie jest to łatwe. Król Zygmunt III Waza również pasjonował się alchemią i uwielbiał prowadzić doświadczenia w swoim laboratorium na Wawelu. Jednocześnie za 6 tys. złotych z dworskiej kasy sfinansował budowę wielkiego laboratorium w Krzepicach niedaleko Krakowa dla Sędziwoja. Tam uczony mógł do woli oddawać się eksperymentom. Tyle tylko, że król spodziewał się dużych korzyści materialnych, bo potrzebował złota, by sfinansować wojnę o odzyskanie tronu Szwecji. Tymczasem doświadczenia przynosiły wiele odkryć, jak choćby opisany w „Traktacie o soli” proces uzyskiwania stężonego kwasu azotowego, ale nie o to monarsze chodziło.
W końcu Zygmunt III obraził się na swego alchemika i nawet publicznie oświadczył, że mógłby go wysłać na szubienicę, jednak mu przebacza, pod warunkiem zwrotu gotówki. Popadłszy w tarapaty finansowe Sędziwój najpierw skłócił się z Wolskim, potem zaś wdał w aferę z wojewodą sandomierskim Jerzym Mniszechem, od którego dostał na badania 6 tys. zł, a zdołał oddać tylko 3 tys. „Zaiste, więcej przez nią [alchemię] doznaliśmy szkody niż skorzystaliśmy” – napisał Sędziwój w 1613 roku w swoim „Traktacie o siarce”.

Nie ma jak u Habsburgów

Czując się coraz gorzej w Polsce, w 1616 r. wyruszył w kolejną podróż, tym razem do Magdeburga. Postanowił odwiedzić słynnego wówczas lekarza Jana Hartmanna, który na miejscowym uniwersytecie utworzył pierwszą w świecie katedrę chemii. Z Magdeburga pojechał do Pragi, gdzie z otwartymi ramionami przyjął go nowy cesarz Ferdynand II. Sędziwój pomógł mu w opra-cowaniu planów, a potem budowie kopalni ołowiu na Śląsku, za co w nagrodę otrzymał stałą pensję i kilka majątków ziemskich.

W Polsce miał zszarganą opinię i wielu nieprzyjaciół, a Habsburgowie nosili go na rękach. Postanowił zostać w Czechach, choć wszystko, co zarobił służąc cesarzowi, inwestował w Polsce. W Krakowie kupił kilka domów.

W 1626 r. awansował na oficjalnego doradcę Ferdynanda II, ale też obarczony wojennymi wydatkami skarb cesarstwa zaczął mu zalegać z wypłatą poborów. W 1630 r. dług doszedł do wysokości 18 tys. talarów. Ferdynand II nakazał spłacenie go Komisji Inkwizycyjnej i Egzekucyjnej, która w tym czasie konfiskowała majątki czeskich buntowników, biorących udział w powstaniu przeciw władzy Habsburgów.
Tym sposobem alchemik otrzymał wielki majątek w księstwie karniowskim niedaleko Opawy. Okoliczni sąsiedzi, protestanccy Czesi, bardzo jednak nie lubili Polaka-katolika i stale uprzykrzali mu życie. Po kilku latach sąsiedzkich sporów i złośliwości Sędziwój w maju 1636 r. postanowił sprzedać kłopotliwą własność i się wyprowadzić. Nie zdążył jednak doprowadzić transakcji do skutku, gdyż zmarł jeszcze tego samego lata.
Pozostawił po sobie 10 ksiąg, przetłumaczonych już wówczas na 5 języków, a wydawanych potem około 80 razy. Największe zainteresowanie wzbudziły one w przyszłej ojczyźnie rewolucji przemysłowej – Anglii. W całości wznawiano je dwukrotnie w 1650 i 1654 roku. Całą ich kolekcję w swej bibliotece zgromadził Isaac Newton, a jeden z ojców nowoczesnej chemii John Mayow traktował jako inspirację do swych doświadczeń.

Źródło zdjęcia: wikipedia.org